Monday, July 14, 2008

Linuks vs. Windows - starcie pierwsze

Tak jakoś się zdarzyło, że będąc w sklepie moja żona dojrzała notebooka. Zachęcająca cena – 1000 zł. To nas przekonało jako, że od pewnego czasu, chciałem notebooka dla wygody (oprócz tego z pracy...). Notebook ten to nic szczególnego ale moje wymagania też nie są zbyt wygórowane. Ponieważ koduję muda http://www.killer.mud.pl dodatkowo jeszcze zabieram się za projekt w którym chcę sprawdzić jak to jest z kompatybilnością platformy .net oraz mono pod systemami Linuks oraz Windows, to postanowiłem obok standardowego Windows XP postawić któreś distro linuksa.

Instalacja XP przeszła bez żadnych niespodzianek. Płytka, standardowe odpowiedzi, płytka ze sterownikami, setup all i podstawa jest. Do tego Microsoft Office. Mirandę i Eclipse wystarczy skopiować, do kompletu firewall i putty. Na resztę przyjdzie czas.

Przewidująco zostawiłem na dysku miejsce na instalację linuksa. Wraz z notebookiem w pudełku można było znaleźć Live DVD z Knoppixem. Wszystko mający i działający jednak nie przypadł mi do gustu. Notabene tak oszczędnego w informacje zestawu nie widziałem. Jeszcze w sklepie widząc notebooka i przycisk włączania/wyłączania sieci bezprzewodowej spytałem sprzedawcę (młoda kobieta) czy można uzyskać ulotkę z dokładniejszą specyfikacją bo chciałbym się dowiedzieć, czy to tylko przycisk czy też na pokładzie taka karta jest. Kobieta stwierdziła, że brak dokładniejszych danych. Pomyślałem, nie chce jej się ruszyć i pogrzebać w opakowaniu. Zapytałem więc uprzejmie czy można rozmawiać z kimś kto jest odpowiedzialny za ten dział od strony technicznej. Panienka zmieszana odparła „to bym była ja...”. Wróciliśmy do idei sprawdzania zawartości opakowania i... szok, parustronicowa instrukcja nie zawierała nic, dokładnie nic!

Wróćmy jednak do linuksa. Ponieważ wiele się naczytałem o tym jak przyjazny jest Ubuntu a cenię sobie swój czas, zdecydowałem się na tą właśnie dystrubucję. Przypomniałem sobie, że jakiś czas ściągałem tą dystrybucję eroz internetu i nagrywałem płytkę. Po chwili instalacja ruszyła. Pierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne. Super sprawa, najpierw uruchamia się z płytki, można sprawdzić co i jak i dopiero zainstalować. Spojrzałem pobieżnie i zainstalowałem. Naprawdę wygłądało to nieźle i przemyślanie. Wprawdzie irytowały mnie dwie sprawy do których jestem przyzwyczajony. Pierwsza to brak tekstowych konsol równolegle z graficzną. Dwa to irytujące pytania o hasło przy każdej operacji administracyjnej (zabawne, że tak krytykowano za to samo Vistę). Najgorsze jednak, że nijak nie udawało mi się skonfigurować karty bezprzewodowej, mimo, iż system ją raportował. Niestety opcja automatycznej aktualizacji też coś nie bardzo chciała ruszyć ze względu na jakieś tam błędy w plikach konfiguracyjnych. Trudno, po jakimś czasie dałem spokój i zassałem z sieci najnowsze wydanie Ubuntu.
Instalacja i... widać poprawę, po uruchomieniu „Sterowniki” system powiadomił mnie, że moja karta bezprzewodowa (Broadcom) posiada sterowniki, które nie są objęte zupełnie wolną licencją więc nie są zawarte ale jeśli sobie życzę, to można je teraz automatycznie ściągnąć i zainstalować. Tak też zrobiłem i od tego momentu sieć bezprzewodowa ożyła. Na tym przerwałem walkę z siecią bezprzewodową stwierdzając, że dalej już powinno dać się skonfigurować, a przyglądając się grafice. Otóż pomimo, że czcionki były stosunkowo malutkie (czyli rozdzielczość w miarę) to pulpit wykraczał znacznie poza granice ekranu. Nijak nie udało mi się tego skofigurować a próby zmiany rozdzielczości spod okienkowej aplikacji kończyły się nieodmiennie kaszaną na ekranie. Ponieważ wszystko inne wyglądało dobrze (dźwięk się sam skonfigurował) postanowiłem zejść pod okienka i zobaczyć jak to wyląda w xorg.conf. Po długiej i przegranej walce, postanowiłem zajrzeć do internetu. Ucieszyłem się widząc na stronie VIA sterowniki dedykowane pod Ubuntu. Po krótkiej walce z prawami dostępu do plików odpaliłem instalkę i ścięło mnie. Instalator grzecznie poinformował, że są one przeznaczone pod wcześniejszą wersję Ubuntu, tą na której grafika wyglądała dobrze. Zgroza. Wiem, mógłbym pewnie zajrzeć jak wyglądała konfiguracja na tej działającej wersji ale w tym momencie skończył się czas oraz moja cierpliwość. Już przerażonymi oczami duszy widziałem jak będzie wyglądała instalacja eclipse (ew. Code::blocks) oraz mono-develop.
Uruchomiłem przeglądarkę i wpisałem w google „fedora”. Jutro ciąg dalszy. Na dzień dzisiejszy stwierdzam, że pomimo ogromnych postępów, linuks nie jest jeszcze tak przyjazny użytkownikowi jak Windows.

1 comment:

  1. Polecam Fedorę - znacznie bardziej mi się podoba niż Ubuntu.

    ReplyDelete